Alan Uryga po #WISRCZ: To nagroda za determinację, wiarę do końca, zaangażowanie i serce pozostawione na boisku
Damian Urbaniec
Kapitan Wisły Kraków o końcówce meczu z Rakowem, roli kibiców, asyście przy zwycięskim golu oraz podejściu do wyjazdowego spotkania z Lechem Poznań.
Bramki zdobywane w ostatnich minutach spotkań to bardziej kwestia umiejętności czy szczęścia, które sprzyja drużynie walczącej do samego końca?
Ciężko mówić o umiejętności zdobywania bramek w 99. minucie. Chyba niczego takiego nie uczą. To bardziej nagroda za determinację, wiarę do końca, zaangażowanie i serce pozostawione na boisku. Tak to rozpatruję.
Raków przez dużą część spotkania bronił się niemal całym zespołem na własnej połowie, przez co trudno było znaleźć miejsce do rozegrania akcji. Czy spodziewaliście się takiego podejścia rywali?
Nie, Raków nas nie zaskoczył. Wiedzieliśmy, że będzie chciał grać dość pragmatycznie. Zdajemy sobie sprawę, w jakiej sytuacji się znajdują. Niełatwo gra się ze świadomością, że brakuje punktów, a każdy mecz i każdy punkt jest na wagę złota.
Zakładaliśmy więc, że spotkanie będzie tak wyglądało. Spodziewaliśmy się dużej liczby długich podań i gry bezpośredniej ze strony Rakowa.
Być może nie przewidywaliśmy, że rywale będą bronić się aż tak nisko i pozostawiać tak dużo miejsca w środku pola, jednocześnie zagęszczając przestrzeń przed własną bramką. Wiedzieliśmy jednak, że raczej wybiorą bezpieczne rozwiązania.
Po zdobytej przez Wisłę bramce spotkanie nabrało nieoczekiwanego przebiegu. Był nieuznany gol i rzut karny, a decyzje sędziowskie wywoływały sporo emocji. Jak z Twojej perspektywy wyglądała ta końcówka?
Nie spodziewałem się tego, ale rzeczywiście miałem wrażenie, że mecz zaczął robić się trochę nieładny. Było dużo chaosu, czekania na decyzje VAR i kontrowersji związanych z poszczególnymi sytuacjami.
Miałem wrażenie, że coś się zepsuło i widowisko zaczęło wyglądać nieco gorzej. Rzeczywiście miałem podobne odczucia.
W 99. minucie znów udało Wam się wykorzystać stały fragment gry, podobnie jak w meczu ze Śląskiem Wrocław. Tym razem zaliczyłeś asystę. Czy w tamtym momencie wróciły wspomnienia z poprzedniego spotkania?
Nie będę ukrywał, że kiedy biegłem w pole karne i zobaczyłem, że sędzia odgwizdał dla nas rzut wolny, od razu przypomniałem sobie sytuację z meczu ze Śląskiem.
Starałem się też motywować kolegów, żeby wierzyli w zdobycie bramki. Skoro raz udało się dokonać czegoś takiego, to trudno później w podobnej sytuacji nie wierzyć, że można to powtórzyć.
Piłka została dobrze dośrodkowana. Z mojej perspektywy niewiele brakowało, żebym sam oddał strzał głową.
Wracając do tego, co mówiłem wcześniej, determinacja i wiara w zdobycie bramki w ostatnich minutach to coś, co czasami przyciąga takie sytuacje i ostatecznie przynosi gole.
W kolejnym spotkaniu zmierzycie się w Poznaniu z aktualnym mistrzem Polski, Lechem. Macie już pewien dorobek punktowy, ale rywal z pewnością postawi trudne warunki. Czy zastanawialiście się już, jak podejść do tego meczu?
Nie mamy jeszcze konkretnego pomysłu. Jesteśmy dosłownie półtorej godziny po meczu, więc na razie nie mieliśmy czasu się nad tym zastanowić.
Na pewno będziemy robić to, co do tej pory. Nasz styl gry raczej się nie zmieni. Nie wydaje mi się, żebyśmy wyszli na mecz z Lechem z zamiarem niskiej obrony i postawienia autobusu.
Oczywiście istnieje taka możliwość, że Lech narzuci nam warunki i spotkanie będzie tak wyglądało. Nie chciałbym jednak, żeby ktoś wyciągał z moich słów wnioski, że na pewno tak nie będzie. To zależy od jakości Lecha i tego, jak dobrze będzie grał.
Wątpię natomiast, żeby naszym planem była desperacka obrona od pierwszej minuty i liczenie na cud.
Jako kapitan z pewnością dostrzegasz, jak duże znaczenie ma wsparcie kibiców. Czy atmosfera na stadionie i doping pomagają Wam utrzymywać tak dobrą serię meczów bez porażki u siebie w Ekstraklasie?
Tak, absolutnie. Myślę, że to jeden z czynników, który rzeczywiście sprawia, że zwłaszcza w takich okolicznościach zdobywamy punkty.
Nie bez powodu znowu strzelamy bramkę w doliczonym czasie gry. To suma tego wszystkiego, tych emocji, dopingu i wsparcia. To przekłada się również na naszą wiarę.
W momencie podania piłki do Kacpra widział Pan gola, czy było to dosłownie takie zamieszanie w polu karnym, że piłka została podana na ślepo, Kacper ją dorwał i padł gol?
Walczyłem o piłkę w powietrzu z obrońcą Rakowa. Upadliśmy razem, a kiedy się obróciłem, zobaczyłem już tylko, że Kacper oddaje strzał. Tyle z mojej perspektywy.
Polubiliście te bramki w ostatnich minutach. Jeśli miałby Pan wybrać: spokojny mecz z pięciobramkową przewagą czy ponownie taka adrenalina do samego końca i gol w ostatnich sekundach spotkania, co by Pan wybrał?
Jeśli zadałby mi Pan takie pytanie przed meczem i zagwarantował, że wygramy po golu w ostatnich minutach, to pewnie dla widowiska i tych emocji, które kibice będą później czuli, wspominali i o których będą rozmawiać, wybrałbym doliczony czas gry.
Ale dla zdrowia psychicznego swojego i drużyny chciałbym w końcu trochę dłużej kontrolować spotkanie z pewnym wynikiem, zamiast znowu musieć wyszarpywać zwycięstwo w meczu na styku.
Alan Uryga po #WISRCZ: To nagroda za determinację, wiarę do końca, zaangażowanie i serce pozostawione na boisku